wtorek, 23 maja 2017

A ja znowu nic.

Przerażająco łatwo jest przyznać się samej przed sobą, że zdecydowanie łatwiej przychodzi mi na myśl coś w stylu "przepraszam, znowu zawiodłam" lub "przepraszam, jestem beznadziejna" niż "omatkobosko dziś znowu przesadziłam z zajebistością".
Ale już z taką samą łatwością nie przychodzi mi do głowy RACJONALNE wytłumaczenie tego zjawiska. Tego, wtącanego co chwila, deprecjonującego często "przepraszam". I tego samobiczowania w myślach i słowach, bo przecież dziś tyle TRZEBA, a ja znowu nic. I co ciekawe, a zarazem najgorsze, jest to przypadłość najczęściej Kobiet. I nie tylko moja, oj nie.

Ile razy Droga Czytelniczko miałaś tak, że ... ?

Szukając usprawiedliwienia dla swojej, nie bójmy się nazwać tego po imieniu, niskiej dość(?) samooceny i jej skutków:
- zwalałaś winę na porażki z dzieciństwa, które to wytykane były niemal codziennie, a które dziś w dobie wychowania bezstresowego skwitowałoby się słowami w stylu "przecież to tylko dziecko"
- usprawiedliwiałaś się tym, że ze wszystkich stron mówią nam, jakie to idealne musimy być, bo jak nie to idź i nie wracaj
- pomyślałaś "no tak, znowu ja", to się zdarza "tylko/zawsze mnie", to pewne jak 2+2=4
- stwierdziłaś,że "no bo ja z tym swoim .... (tu miejsce na wyartykuowanie swojej największej, ale to tej największej z największych, wady) to ZAWSZE muszę ... (tu miejsce na katastrofę, której jesteś winna, no bo kto jak nie ty(?))
- chciałaś z żalem wykrzyczeć w twarz drugiej osobie "no bo ty ZAWSZE .... i ja wtedy ... i znowu potem przeze mnie..." i koło się zamyka, bo potem się za krzyk przeprasza.

Ej, stop, hola hola. 

Ale można też przecież:
- uświadomić sobie, że jak Cię oceniają, błędy wytykają, palcem pokazują to z nimi coś nie tak, nie z tobą
- przytulić samą siebie, ale tak dosłownie. Spleść ręce i przytulić nimi swoje ciało.
- rozebrać się do rosołu, stanąć przed lustrem i spojrzeć na swoje ciało z czułością - głupie to, a skuteczne jak cholera
- ubrać się w najlepsze z najlepszych ciuchów, no bo czemu nie, i wyjść tak po bułki do sklepu.
- zaparzyć herbaty, może być i z melisą, zamknąć oczy i skupić się na pierwszym, gorącym jeszcze łyku. A potem na drugim i trzecim i kolejnych.
- być dla siebie dobrym i wyrozumiałym. Tak, jak się jest dla kogoś, kogo się Kocha i komu często mówi się "nic się nie stało Kochanie". Czemu sami dla siebie nie umiemy tacy być?
- wykrzyczeć w przestrzeń, co się tylko chce, na koniec uśmiechnąć i zapomnieć
- zaśmiać się, powiedzieć "ooł" i zaśmiać się raz jeszcze

Za często złe same na siebie jesteśmy.

A tę to już do reszty pogięło.

Dużo coś we mnie i naookoło też niemało jakiegoś niewytłumaczalnie głupiego poczucia winy za wszystko. Niewytłumaczalnie głupiego, jeśli by spojrzeć na to z boku. W środku jednak najchętniej przepraszałoby się za wszystko, za oddech czasem nawet. I tak trwałabym w nieświadomości, gdyby na myśl mi nie przyszło niedawno, żeby przeprosić za to, że za głośno płaczę w poduszkę i nie daję spać. Wyobrażasz to sobie? 

Dystans, dystans, bo inaczej wszyscy zginiemy.

Nikt nie jest idealny. Ale banał - opatrzony, nasłuchałaś się już takich. Tylko weź Ty te wszystkie swoje wady pod pachę, ale te największe z największych, zaparz tę melisę dla histeryczek i się nad tym banałem zastanów. Rozbierz go na kawałki, tak jak się w podstawówce zdania na części pierwsze rozbierało.
Bo nie chodzi tu o to, żeby za wszelką cenę "slowlife" bo jak nie, to gorsza jesteś. Sztuką jest świadomie żyć życiem, które się wybrało i które samo często nas niestety wybiera i tak po prostu być dla siebie miłym. Chociaż tyle. 

No i przytul się cholera, do jasnej anielki. No. 

piątek, 19 maja 2017

Jestem zlepkiem...

... chwil (tych co chwilo trwaj lub przemiń),
... myśli (tych głębokich jak i płytkich, że aż wstyd),
... dobrych dni,
... złych dni,
... inspiracji zaczerpniętych nie wiadomo i wiadomo skąd,
... dołujących i podnoszących na duchu myśli (Ty też?),
... uśmiechów z pokazaniem zębów i z zaciśniętymi ustami,
... łez słonych zawsze tak, że nie mogę,
... częstych chwil, kiedy moja twarz wygląda dziwnie,
... pomysłów, czasami też na życie,
... przeżyć,
... wspomnień,
... obrazów w sepi, kolorze i czarno na białym,
... planów (tu słychać śmiech losu, taki do rozpuku że aż strach),
... doświadczeń,
... marzeń,
... zawsze chwilowego tumiwisizmu,
... zamyśleń na godziny całe,
... obserwacji z zawsze wydaje mi się, że ukrycia,
... pragnień zbyt wielkich czasem, a co tam.

Jestem Kobietą. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że Kobiety w odróżnieniu od Mężczyzn nie potrafią nawet przez chwilę nie myśleć. Nie wiem, czy ma to jakieś naukowe dowody. Ale mój przypadek tę teorię potwierdza lub też jest wyjątkiem potwierdzającym zaprzeczenie tej reguły. O tym tutaj będzie.
Bo nawet jak chcę się skupić na oddechu, to myślę "wdech, wydech". Cholerka.